V rozdział "Madie Jolene Meiden" przewidywany na tę niedzielę (jutro) lub na poniedziałek
Bądźcie czujni. Wolicie kwestie Madie czy Mike'a?
sobota, 20 grudnia 2014
wtorek, 16 grudnia 2014
"Madie Jolene Meiden" - Rozdział IV
Madie IV
Mike
Cały czas
biegłem, a ona cały czas krzyczała. Z każdym metrem pokonywanym
przeze mnie słyszałem ją głośniej, lecz coraz rzadziej. To było
przerażające, nie wiedziałem co się dzieje i z chwili na chwilę
miałem więcej czarnych myśli, byłem coraz bliżej Dzielnicy
Sanfiqe. No ale skąd o tym wiedziałem? Już od paru minut śniegu
było mniej, a drzew więcej. Dlatego. Sanfiqe jest inne od reszty
dzielnic, różni się niemalże wszystkim. A jak .. ona tam weszła?
Nigdy bym jej nie znalazł, słyszałbym tylko jej głos i nic
więcej.. Wyczerpany i zdruzgotany tą myślą rzuciłem się na
kolana. Splotłem dłonie na głowie i zamknąłem oczy. Boże.. jej
nie może stać się krzywda! Nie wybaczyłbym sobie tego.. to
wszystko przeze mnie. To wszystko moja wina.
Powiał wiatr, a
na moją twarz opadły włosy, lecz nie moje. Nie otwierając oczu
powoli osuwałem moje dłonie wzdłuż ciała ku dolnej jego części.
Odsunąłem się do tyłu i chwyciłem po zapałki. Oczywiście nie
miałem zamiaru teraz palić, przesunąłem zapałką o draskę . I
wtedy przeżyłem mój pierwszy mini zawał. Przede mną na sznurze
wisiała Madie. Wstałem. Patrzała na mnie z przerażonymi oczami,
uchylonymi ustami i rozmazanym makijażem. Jaka ona była piękna!
Nie mogłem się napatrzeć. Wyglądała szczególnie ładnie i
jestem pewien, że bez tego wszystkiego byłaby jeszcze ładniejsza.
Jej pełne usta, drapieżne oczy i zgrabny nosek.. tak marzyłem żeby
stać z nią twarzą w twarz. Straciłem kontrolę. Zrobiłem krok do
przodu tak, że jej usta były przed moimi, zamknąłem oczy i.. John
położył dłoń na moim barku po czym pociągnął mnie do tyłu.
Zaśmiał się szczerym, ale pocieszającym głosem:
- A no popatrz.. nic
jej nie jest. Niesamowite, ktoś w końcu wpadł w moją pułapkę,
że też ona tu jeszcze jest! To było w 1980, miałem wtedy siedem
lat...
John jak to John zaczął
coś opowiadać. Widząc skwaszoną minę Madie i rozentuzjazmowanie
Johna, który szybko najpewniej nie skończyłby opowiadać,
kaszlnąłem:
- John..
Ten jednak jak zwykle
zresztą w takich sytuacjach nie zareagował. Z każdą sekundą
wyraz twarzy Madie zmieniał się. W jej oczach widziałem tysiące
emocji., to było takie niesamowite! Powtórzyłem już nieco
bardziej stanowczym tonem:
-John..
- JOHN !
Właśnie zapalałem
ostatnią z zapałek. Madie swoim krzykiem tak mnie przestraszyła,
że zapałka wypadła mi z ręki. Zapadła cisza. Po chwili odezwała
się anielsko spokojnym głosem
- Dziękuję. Czy ktoś
mi pomoże?
Podszedłem do niej. Za
mną John. Złapałem się za głowę. Jak mieliśmy ją stamtąd
ściągnąć? Wisiała jakoś 185 cm nad ziemią,a sznur przywiązany
był do jej kostki. Byliśmy zdani na pomysłowość Johna, a ten nie
zawiódł. Szybko przedstawił plan działania :
- Hm.. Więc tak. Ty
stoisz. Ja wespnę się po niej i natnę sznur. Zawisnę na sznurze,
a część do której ona jest przyczepiona zleci razem z nią.
Złapiesz Madie i spadamy.
Sięgnął po nóż do
kieszeni kurtki i od razu przystąpił do działania. John wspiął
się po Madie, przeciął sznur, a ja złapałem. Łatwizna.
Złotowłosa piękność opuściła moje ramiona i zaczęła iść w
stronę Dzielnicy Saligueda. Zdezorientowany John zapytał mnie
szeptem :
- Mike, gdzie ona idze?
- Przed siebie. -
odpowiedziała Madie.
środa, 10 grudnia 2014
Rozdział III - Madie Jolene Meiden
Rozdział III
Madie
Droga z parku do domu, w którym
wtedy mieszkałam była bardzo długa. Pisałam, że jak wracałam
byłam wściekła, ale wraz z upływającymi minutami wściekłość
zamieniała się w smutek, opadły mi emocje i znowu byłam w realnym
świecie. Szłam środkiem drogi. Zwolniłam krok, który był do
tamtego momentu bardzo szybki. Dopiero wtedy odczułam ból, jaki
powinnam odczuć w chwili zdzierania skóry, tłuczenia sobie rąk o
beton (czy co to tam było)w tunelu. Nie wspominając o złamanym
palcu, ale mniejsza z tym. Zatrzymałam się na środku skrzyżowania
i kucnęłam krzyżując ręce na piersiach. To wszystko na raz tak
bardzo bolało, że wbiłam sobie paznokcie w ramiona. Szybko jednak
wstałam i poszłam dalej przed siebie. Na dzień dzisiejszy nie wiem
czy z powodu tego, że było strasznie zimno czy dlatego, że
uświadomiłam sobie, że jestem w nie tej dzielnicy miasta co
powinnam.
Nikt o niej nie mówił,
bynajmniej nie głośno. Nazywano ją dzielnicą zmarłych, ale dla
mnie to była po prostu Dzielnica Sanfiqe, tak jak mówiły książki.
Nic więcej. Może dlatego, że mieszkałam tam dopiero rok? Nie
wiem. Wiedziałam tyle, że nikt tu się nie zapuszczał. To dziwne,
całe Oblendeai było zasiedlone oprócz Sanfiqe. Zupełnie tego nie
rozumiałam. Inne dzielnice były zamieszkałe. Mieszkańcy z
Dzielnic Quentigel, Quesgiel i Saligueda, w której mieszkałam,
unikali rozmów na ten temat, a ja z resztą ich nigdy nie
rozpoczynałam ani nie rozmyślałam nad tym.
Do momentu kiedy kucnęłam na
skrzyżowaniu było całkiem normalnie. Mijałam piękne stare domy z
cegły, sklepiki a poza tym żadnej żywej duszy. Po tym jak wstałam
szłam jeszcze chwilę i zobaczyłam kierunkowskaz z dziwnym napisem.
Zupełnie nie wiedziałam co oznacza i pewnie szłabym gdzieś dalej
gdyby nie wydrapane drzewko. Skręciłam w lewą stronę tak jak
wskazywał znak i ujrzałam coś naprawdę dziwnego oraz odmiennego
niż dotychczas. Okna w domach były powybijane, wszędzie leżały
kawałki szkła. Wszystko wyglądało tak jakby przeszedł tam
huragan. Wszędzie fruwały gazety, na ulicach leżały porozrzucane
i podarte ubrania, pobite serwisy naczyń, porozrywane kanapy i inne
domowe meble. Wydało mi się to dziwne, przyśpieszyłam krok. Nagle
wdepłam w coś mokrego i ciecz rozbryzła się mi na nogi. Zwróciłam
na nie wzrok i wydałam z siebie okrzyk strachu. Widok krwi przeraził
mnie ale to co zobaczyłam gdy powoli obróciłam się do tyłu
przerósł moje wszelkie oczekiwania. W odległości 4 metrów stała
za mną czarna postać. Momentami widziałam jej zarysy sylwetki,a
jej oczy były głębokie niczym studnia. Wyglądała jakby prosiła
mnie o pomoc. Powolnie poruszała rękoma i delikatnie poruszając
wargami wydawała z siebie głuche zdania. Byłam cała zdrętwiała
ze strachu i w głębi błagałam Boga aby był to tylko sen.
Niestety „ona” z sekundy na sekundę była bliżej mnie.
Intuicyjnie zaczęłam się cofać. Z każdym moim kolejnym krokiem,
zmieniała wyraz twarzy. Pochylała głowę raz do lewego ramienia a
raz do prawego, robiąc przeróżne grymasy na twarzy. W pewnym
momencie wysunęła głowę do przodu z niedowierzaniem wymalowanym
na twarzy. Zmarszczyła czoło i zaczęła bezszelestnie krzyczeć
wymachując rękoma w moją stronę. Miałam już tego dosyć.
Zaczęłam biec. Biegłam tak szybko jak mogłam, a tajemnicza postać
nadal była blisko mnie. Wkrótce była tak blisko, że czułam jej
dotyk. Rozpłakałam się i wołałam pomoc. Nie miałam już sił
biec. Czułam, jak moje nogi zwalniają i brakuje mi powietrza. Nagle
wywróciłam się, a kiedy chciałam ponownie wstać poczułam coś
co obejmowało moją kostkę. Pociągnęło mnie do góry. Myślałam,
że to już koniec. Poczułam obcy oddech na mojej twarzy i męskie
perfumy. Otworzyłam oczy i nie mogłam im uwierzyć. To był Mike.
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Komentujcie !
Komentujcie, oceniajcie, zwracajcie uwagę na błędy w postach - odezwijcie się ! :)
Czekamy na komentarze !
Na fanpage'u już jest informacja o III rozdziale Madie Jolene Meiden. Jutro się pojawi :)
Oczekujcie go w godzinach wieczornych !
Czekamy na komentarze !
Na fanpage'u już jest informacja o III rozdziale Madie Jolene Meiden. Jutro się pojawi :)
Oczekujcie go w godzinach wieczornych !
środa, 3 grudnia 2014
Madie Jolene Meiden - Rozdział II
Rozdział II.
Mike
Siedziałem z Johnem na brzegu
stawu w parku. Opowiadał mi o swojej nowej dziewczynie Elizabeth.
Zawsze go słuchałem i próbowałem jakoś mu poradzić ale teraz
nie mogłem. Ciągle myślałem o dziewczynie, którą widziałem na
przyjęciu. Była taka piękna.. te kręcone blond włosy jak
sprężynki, śliczne duże oczy. A uśmiech? Uśmiech miała
cudowny.. był tak hipnotyzujący, że z 5 razy dostałem szpilką po
stopie na imprezie z zapatrzenia. Myślę, że nie raz nawet udało
mi się złapać jej wzrok. Tylko czemu byłem taki głupi i nie
podszedłem do niej, no czemu...
Ocknąłem się z zamyślenia.
John kończył coś opowiadać, a ja zupełnie straciłem wątek.
Nagle zapytał mnie:
- A tak powracając do tej kolacji z
jej rodzicami to myślisz, że dobrze zrobiłem?
Przeczesałem ręką moje krótkie
włosy i zawiesiłem zakłopotany głowę.
- Stary!- wykrzyknął John- Widzę,
że to nie ja potrzebuję porady tylko ty. Co ci jest ?
- Myślisz, że ją złapali?
- Co? Ale kogo?
- No Madie..
Zawstydziłem się. Już zaczynałem
żałować, że go o to zapytałem, w końcu to John, zawsze rzuci
jakiś głupi komentarz, ale tym razem wyczuł, że nie mam ochoty na
żarty. Schylił się, podniósł kamień i cisnął nim w taflę
wody. Po krótkiej chwili odpowiedział mi poważnym tonem, trochę
to do niego nie pasuje, ale nie przeszkadza mi to bo to on zawsze mi
pomaga. W końcu to mój najlepszy kumpel.
- Wiesz Mike, widziałem jak na nią
patrzałeś. Z resztą ciągle to robisz. W szkole, na ulicy, na
przyjęciu. Chciałbym ci powiedzieć, że na pewno dała radę
uciec, ale..
- Ale?- zapytałem błagalnym
głosem.
- Klaus ją gonił.
- Co?
- Klaus ją gonił, została sama na
podwórku i wbiegła do tunelu. Tam jest pełno gruzów i do tego jest kilka odgałęzień. Szanse, że trafiła na te co prowadzi
do parku są znikome i ona jeszcze jest tu całkiem nowa..
Objąłem dłońmi głowę. John
położył swoją dłoń na moje ramię, chyba chciał mi tym dodać
otuchy i ciągnął dalej.
-Słuchaj... znam ją trochę.
Nie jest taka niewinna na jaką wygląda, więc
Nagle rozległ się stłumiony głośny
krzyk. Wiedziałem, że to ona. Nie czekałem ani chwili i poderwałem
się z ziemi. Zdjąłem futerał z gitarą z pleców i zacząłem
biec. Bez namysłu, przed siebie. John krzyczał coś za mną,
próbował mnie dogonić. Byłem jednak dla niego zbyt szybki. Niczym
Selvita w galopie, no może trochę wolniejszy ale starałem się
biec jak najszybciej mogłem. Coś musiało jej się stać. Gdyby
John nie zabrał by mnie swoim motorem to nie zostawiłbym jej samej
na tej polanie jak ci tchórze, pobiegłbym z nią, albo uciekł inną
drogą byle nie tunelem.. a pobiegła sama. Mogła wbiec do dziury
jakich tu nie mało i złamać sobie coś albo.. wolałem sobie nie
wyobrażać.
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Info
Tak, tak. Jutro będzie II Rozdział "Madie Jolene Meiden". Zastanawialiście się kim może być Christina? :)
Pozdrawiam, miłego wieczoru.
Pozdrawiam, miłego wieczoru.
Subskrybuj:
Posty (Atom)