,,Chwila Ukojenia"
Wróciłam ze szkoły. Było już ciemno, a ja wciąż nie odrobiłam lekcji ani nie zrobiłam nic pożytecznego. Siedziałam na łóżku z tabletkami w prawej dłoni. Pamiętam to doskonale jak nic. Był już nowy rok, a ja wciąż rozpamiętywałam poprzednie 4 dni z imprezy Sylwestrowej u Paulinki. Tej kochanej ''najlepszej'' przyjaciółki na całe życia, która zrobiła najgorszą rzecz jaką można zrobić osobie, którą zna się 15 lat, która latała i wycierała każdą jej łezkę i każdy jej błąd. Brzydzę się Nią. A zwłaszcza On, czyli ten który mnie..
-Kochanie!- rozbrzmiał głos mojego taty po całym pokoju- Obia..d. Na co Ci moje tabletki?
Wszedł w najgorszym momencie jaki tylko mógł być. Jeszcze sam fakt, że mój pokój jest mały i widać każdy najmniejszy szczegół, każdy paproć i najmniejsze kolczyki leżące na zatłoczonej pamiątkami toaletce.
-Znalazłam je w salonie na stoliku. Zostawiłeś je tam?- Dobrze wiedziałam, że ich tam nie zostawił ale warto było spróbować.
-Nie wiem jak tam się znalazły.. Może babcia znowu robiła te swoje porządki. Bynajmniej nie powinny Cię interesować, bo są wypisywane na receptę i wolę byś się koło nich nie kręciła mała ćpuneczko, dobrze?- zaśmiał się- Zejdź zaraz na obiad, czekamy.
Skinełam głową na tak i położyłam jednym ruchem tabletki na pufę. Tata oczywiście szybko je stamtąd zabrał i nim się obejrzałam nie było go w pokoju. Martwię się, że nie daje rady po śmierci mamy. Wierzę, że jest w dobrym miejscu, bo była bardzo religijną osobą. Cóż czeka mnie obiad o 18.30, bo tata pracuje na dwie zmiany by opłacać dom, który wybudowali z mamą na dwa kredyty. Przykro mi, że jej już z nami nie ma ale minęły w końcu 4 lata i trzeba się pozbierać. Tata wygląda na twardego i bezuczuciowego ale tak na prawdę jest wrażliwy i przepełniony uczuciami, którymi potrafi wybuchnąć w każdej chwili.
Przy stole siedział tata, babcia Rozalia z dziadkiem Aleksem. Pierwsze co to poszłam przytulić się do odznaczanego marynarza, którego miałam zaszczyt nazywać dziadkiem. Kocham jego uśmiech, wodę kolońską oraz ciepły głos, który opowiadał mi masę wymyślonych bajek na dobranoc. Były okropne, ale kochałam słuchać jego głosu.. Był taki uspokajający. Jedyne co go denerwowało to gdy zabierał mnie na ryby, a ja krzyczałam to nigdy nic nie mógł złowić. Ale coż, lubił się tym wszystkich chwalić Chwalić swoją wnuczką. Babcia to kompletna odwrotność. Nerwowa i pracowita była gwiazda teatralna. Ma swój styl, charakter a mimo to dziadek zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia w szpitalu. Zawsze wzrusza mnie fakt, że zakochał się w mniej nie z wyglądu, gdyż nie miała wtedy włosów. Była po chemii. Mimo wszystko On i tak się zakochał. Po prostu zobaczył w niej coś więcej lub jak to mawia :
,,Widziałem w niej Anioła. Nie upadającego lecz takiego z jednym skrzydłem. Chciałem jej oddać swoje, lecz wtedy nie zabrała mi skrzydła lecz moje serce. Kocham ją tak mocno jak 50 lat temu i nie przestanę, Ona może, Ja nie." Dziadek za każdym razem jak to powtarza babcia się rumieni i drocząc się każde Mu nie zgrywać poety i jeść. Ja i tak wiem, że jej się to podoba.
Było po obiedzie, więc wróciłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżku i pomyślałam jak bardzo rozmyślanie o mojej rodzinie potrafi oderwać mnie od mojej melancholijnej codzienności i może mnie zabrać do czasów gdy nie było dnia bez mojego uśmiechu na twarzy.
Wszystko było dobrze, miałam pozytywne nastawienie gdy nagle przyszła mi wiadomość od Mike.:
,, 19:42 Piąty Stycznia
Lucy prosze cie! Wybacz mi ja nie wiem co wtedy robilem. Nie mialem pojecia co sie dzieje. Wszystko jest takie skomplikowane. Musze ci to wsyzzstko wyslumaczyc! Blagam ja cie tak kocham! nie zostawiaj mnei Lucy !!!!"
Nie mogłam oddychać, zamarłam.
piątek, 28 listopada 2014
Powracamy !
Powracamy do prowadzenia bloga! Niestety nie będę kontynuowała "Dagi", ponieważ uznałam, że poprzednie moje wpisy były niezbyt ładnie napisane i po prostu już nie mam na nią pomysłu.
W zamian rozpoczynam nową opowieść a mianowicie Madie Jolene Meiden. :)
Bądźcie z nami na bieżąco na facebooku: https://www.facebook.com/BlogNaszeOpowiadania?fref=ts
Kolejne rozdziały będą się pojawiać co 4 dni.
Mam nadzieję, że was to zainteresuje.
Miłego wieczoru, jeżeli z nami jesteś pozostaw swój ślad w komentarzu. :)
W zamian rozpoczynam nową opowieść a mianowicie Madie Jolene Meiden. :)
Bądźcie z nami na bieżąco na facebooku: https://www.facebook.com/BlogNaszeOpowiadania?fref=ts
Kolejne rozdziały będą się pojawiać co 4 dni.
Mam nadzieję, że was to zainteresuje.
Miłego wieczoru, jeżeli z nami jesteś pozostaw swój ślad w komentarzu. :)
Madie Jolene Meiden. Rozdział I
Rozdział I
Połowa Grudnia. Rok 1990, Madie
Padał śnieg, był okropny
mróz, a w tle pobrzękiwały dzwoneczki przy drzwiach domów.
Typowe
klimaty Oblendeai. Jak nie padał śnieg to był upał. Masakra, to
tak jakby dwie pory roku! Jak tylko skończę osiemnaście lat wyjadę
stąd. Nowy Jork, Londyn... to jest coś. Ludzie chodzą do kin,
centrum handlowych.. a ja? A ja w Oblendeai mogę tylko pójść do
kawiarni dla staruszków czy kiepskiego teatru pana Brandon.
Do tego wracałam sama do domu
ubrana tak skąpo, że jakby mnie ktoś zobaczył spaliłabym się ze
wstydu.. I jeszcze do tego byłam wściekła. Tak wściekła, że
radziłabym temu komuś uciekać bo rozszarpałabym go ze złości na
strzępy. A to wszystko przez imprezę u Kariny i jej niezbyt
rozwiniętą umiejętność jakby to powiedzieć.. unikania kłopotów.
Dlaczego zawsze jak organizowała jakąś imprezę kończyło się to
aferą? Reszta z tym.
Była to impreza urodzinowa. W jej
domu, a dokładniej domu jej rodziców, których nie było w domu.
Pełno alkoholu, dobrego jedzenia, fajnych ludzi i marihuany. Ogród
z wielkim basenem, a do tego ganek z parkietem i muzyką rodem z
„Projektu X”. Idealne okoliczności do imprezy? Pewnie by takie
były gdyby Karina nie pomyliła planów swoich rodziców i mieli by
wrócić faktycznie o 2 ale w południe następnego dnia, a nie o 2 w
nocy jak to się stało. Impreza ucichła, wszyscy się zlecieli na
toast i w momencie unoszenia kieliszków, kiedy w końcu nastała
cisza, wszyscy usłyszeli śpiew policyjnych syren. Nawet rozśmieszył
mnie przestraszony wzrok niektórych osób, ale nie było mi już tak
wesoło jak razem z tłumem przepchnięto mnie w ciemną część
ogrodu. Po chwili jednak ogarnęłam sytuację i zrozumiałam, że
trzeba uciekać przed policją, która zaczęłą podążać za nami.
Ludzie rozbiegli się więc zostałam sama jak palec. Niedługo
rozważając wbiegłam do powojennego tunelu. Biegłam i biegłam
potykając się co rusz o odłamki betonu rozwaliłam sobie kolano,
łokcie i porwałam moją pudrowo-różową, ulubioną sukienkę.
Traciłam właśnie nadzieje, że policjant biegnący za mną skręci
w inne odgałęzienie tunelu wybiegłam cudownym sposobem z tunelu do
parku. 15 minut w jakie pokonywałam drogę z parku na ulice
Oblendeai teraz wydawały mi się godziną. Kiedy wybiegłam na
pierwszą ulicę spojrzałam za siebie. Policjanta nie było, a ja
osunęłam się na ziemię. Uspakajałam oddech na przemian z dzikim
śmiechem, bo ta cała ucieczka i impreza wydały mi się idiotyczne.
Następnie wydałam z siebie ryk gniewu. Z pewnością widząc mnie
wtedy uznałbyś, że jestem psychiczna. Taka już jestem. Taka już
jest Madie Jolene Meiden. Zatrzęsłam się. Przetarłam dłońmi
jedwabistą skórę mojej twarzy i wstałam z ośnieżonego chodnika.
To właśnie wzbudziło we mnie
tak wielką wściekłość. Ani na chwilę nie zatrzymałam się w
drodze do domu. Zastanawiałam się tylko czy Christiana jest w domu.
Tak bardzo jej nie nawidzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)