Rozdział II.
Mike
Siedziałem z Johnem na brzegu
stawu w parku. Opowiadał mi o swojej nowej dziewczynie Elizabeth.
Zawsze go słuchałem i próbowałem jakoś mu poradzić ale teraz
nie mogłem. Ciągle myślałem o dziewczynie, którą widziałem na
przyjęciu. Była taka piękna.. te kręcone blond włosy jak
sprężynki, śliczne duże oczy. A uśmiech? Uśmiech miała
cudowny.. był tak hipnotyzujący, że z 5 razy dostałem szpilką po
stopie na imprezie z zapatrzenia. Myślę, że nie raz nawet udało
mi się złapać jej wzrok. Tylko czemu byłem taki głupi i nie
podszedłem do niej, no czemu...
Ocknąłem się z zamyślenia.
John kończył coś opowiadać, a ja zupełnie straciłem wątek.
Nagle zapytał mnie:
- A tak powracając do tej kolacji z
jej rodzicami to myślisz, że dobrze zrobiłem?
Przeczesałem ręką moje krótkie
włosy i zawiesiłem zakłopotany głowę.
- Stary!- wykrzyknął John- Widzę,
że to nie ja potrzebuję porady tylko ty. Co ci jest ?
- Myślisz, że ją złapali?
- Co? Ale kogo?
- No Madie..
Zawstydziłem się. Już zaczynałem
żałować, że go o to zapytałem, w końcu to John, zawsze rzuci
jakiś głupi komentarz, ale tym razem wyczuł, że nie mam ochoty na
żarty. Schylił się, podniósł kamień i cisnął nim w taflę
wody. Po krótkiej chwili odpowiedział mi poważnym tonem, trochę
to do niego nie pasuje, ale nie przeszkadza mi to bo to on zawsze mi
pomaga. W końcu to mój najlepszy kumpel.
- Wiesz Mike, widziałem jak na nią
patrzałeś. Z resztą ciągle to robisz. W szkole, na ulicy, na
przyjęciu. Chciałbym ci powiedzieć, że na pewno dała radę
uciec, ale..
- Ale?- zapytałem błagalnym
głosem.
- Klaus ją gonił.
- Co?
- Klaus ją gonił, została sama na
podwórku i wbiegła do tunelu. Tam jest pełno gruzów i do tego jest kilka odgałęzień. Szanse, że trafiła na te co prowadzi
do parku są znikome i ona jeszcze jest tu całkiem nowa..
Objąłem dłońmi głowę. John
położył swoją dłoń na moje ramię, chyba chciał mi tym dodać
otuchy i ciągnął dalej.
-Słuchaj... znam ją trochę.
Nie jest taka niewinna na jaką wygląda, więc
Nagle rozległ się stłumiony głośny
krzyk. Wiedziałem, że to ona. Nie czekałem ani chwili i poderwałem
się z ziemi. Zdjąłem futerał z gitarą z pleców i zacząłem
biec. Bez namysłu, przed siebie. John krzyczał coś za mną,
próbował mnie dogonić. Byłem jednak dla niego zbyt szybki. Niczym
Selvita w galopie, no może trochę wolniejszy ale starałem się
biec jak najszybciej mogłem. Coś musiało jej się stać. Gdyby
John nie zabrał by mnie swoim motorem to nie zostawiłbym jej samej
na tej polanie jak ci tchórze, pobiegłbym z nią, albo uciekł inną
drogą byle nie tunelem.. a pobiegła sama. Mogła wbiec do dziury
jakich tu nie mało i złamać sobie coś albo.. wolałem sobie nie
wyobrażać.
Klaus od razu kojarzy mi się z hybrydą w serialu,który oglądam <3
OdpowiedzUsuńCiekawe dlaczego Mike przeraził na dźwięk tego imienia.?