środa, 3 grudnia 2014

Madie Jolene Meiden - Rozdział II

     Rozdział II.
Mike
    Siedziałem z Johnem na brzegu stawu w parku. Opowiadał mi o swojej nowej dziewczynie Elizabeth. Zawsze go słuchałem i próbowałem jakoś mu poradzić ale teraz nie mogłem. Ciągle myślałem o dziewczynie, którą widziałem na przyjęciu. Była taka piękna.. te kręcone blond włosy jak sprężynki, śliczne duże oczy. A uśmiech? Uśmiech miała cudowny.. był tak hipnotyzujący, że z 5 razy dostałem szpilką po stopie na imprezie z zapatrzenia. Myślę, że nie raz nawet udało mi się złapać jej wzrok. Tylko czemu byłem taki głupi i nie podszedłem do niej, no czemu...
    Ocknąłem się z zamyślenia. John kończył coś opowiadać, a ja zupełnie straciłem wątek. Nagle zapytał mnie:
- A tak powracając do tej kolacji z jej rodzicami to myślisz, że dobrze zrobiłem?
Przeczesałem ręką moje krótkie włosy i zawiesiłem zakłopotany głowę.
- Stary!- wykrzyknął John- Widzę, że to nie ja potrzebuję porady tylko ty. Co ci jest ?
- Myślisz, że ją złapali?
- Co? Ale kogo?
- No Madie..
Zawstydziłem się. Już zaczynałem żałować, że go o to zapytałem, w końcu to John, zawsze rzuci jakiś głupi komentarz, ale tym razem wyczuł, że nie mam ochoty na żarty. Schylił się, podniósł kamień i cisnął nim w taflę wody. Po krótkiej chwili odpowiedział mi poważnym tonem, trochę to do niego nie pasuje, ale nie przeszkadza mi to bo to on zawsze mi pomaga. W końcu to mój najlepszy kumpel.
- Wiesz Mike, widziałem jak na nią patrzałeś. Z resztą ciągle to robisz. W szkole, na ulicy, na przyjęciu. Chciałbym ci powiedzieć, że na pewno dała radę uciec, ale..
- Ale?- zapytałem błagalnym głosem.
- Klaus ją gonił.
- Co?
- Klaus ją gonił, została sama na podwórku i wbiegła do tunelu. Tam jest pełno gruzów i do tego jest kilka odgałęzień. Szanse, że trafiła na te co prowadzi do parku są znikome i ona jeszcze jest tu całkiem nowa..
Objąłem dłońmi głowę. John położył swoją dłoń na moje ramię, chyba chciał mi tym dodać otuchy i ciągnął dalej.
-Słuchaj... znam ją trochę. Nie jest taka niewinna na jaką wygląda, więc

Nagle rozległ się stłumiony głośny krzyk. Wiedziałem, że to ona. Nie czekałem ani chwili i poderwałem się z ziemi. Zdjąłem futerał z gitarą z pleców i zacząłem biec. Bez namysłu, przed siebie. John krzyczał coś za mną, próbował mnie dogonić. Byłem jednak dla niego zbyt szybki. Niczym Selvita w galopie, no może trochę wolniejszy ale starałem się biec jak najszybciej mogłem. Coś musiało jej się stać. Gdyby John nie zabrał by mnie swoim motorem to nie zostawiłbym jej samej na tej polanie jak ci tchórze, pobiegłbym z nią, albo uciekł inną drogą byle nie tunelem.. a pobiegła sama. Mogła wbiec do dziury jakich tu nie mało i złamać sobie coś albo.. wolałem sobie nie wyobrażać.  

1 komentarz:

  1. Klaus od razu kojarzy mi się z hybrydą w serialu,który oglądam <3
    Ciekawe dlaczego Mike przeraził na dźwięk tego imienia.?

    OdpowiedzUsuń