środa, 10 grudnia 2014

Rozdział III - Madie Jolene Meiden

Rozdział III
Madie
       Droga z parku do domu, w którym wtedy mieszkałam była bardzo długa. Pisałam, że jak wracałam byłam wściekła, ale wraz z upływającymi minutami wściekłość zamieniała się w smutek, opadły mi emocje i znowu byłam w realnym świecie. Szłam środkiem drogi. Zwolniłam krok, który był do tamtego momentu bardzo szybki. Dopiero wtedy odczułam ból, jaki powinnam odczuć w chwili zdzierania skóry, tłuczenia sobie rąk o beton (czy co to tam było)w tunelu. Nie wspominając o złamanym palcu, ale mniejsza z tym. Zatrzymałam się na środku skrzyżowania i kucnęłam krzyżując ręce na piersiach. To wszystko na raz tak bardzo bolało, że wbiłam sobie paznokcie w ramiona. Szybko jednak wstałam i poszłam dalej przed siebie. Na dzień dzisiejszy nie wiem czy z powodu tego, że było strasznie zimno czy dlatego, że uświadomiłam sobie, że jestem w nie tej dzielnicy miasta co powinnam.
        Nikt o niej nie mówił, bynajmniej nie głośno. Nazywano ją dzielnicą zmarłych, ale dla mnie to była po prostu Dzielnica Sanfiqe, tak jak mówiły książki. Nic więcej. Może dlatego, że mieszkałam tam dopiero rok? Nie wiem. Wiedziałam tyle, że nikt tu się nie zapuszczał. To dziwne, całe Oblendeai było zasiedlone oprócz Sanfiqe. Zupełnie tego nie rozumiałam. Inne dzielnice były zamieszkałe. Mieszkańcy z Dzielnic Quentigel, Quesgiel i Saligueda, w której mieszkałam, unikali rozmów na ten temat, a ja z resztą ich nigdy nie rozpoczynałam ani nie rozmyślałam nad tym.

        Do momentu kiedy kucnęłam na skrzyżowaniu było całkiem normalnie. Mijałam piękne stare domy z cegły, sklepiki a poza tym żadnej żywej duszy. Po tym jak wstałam szłam jeszcze chwilę i zobaczyłam kierunkowskaz z dziwnym napisem. Zupełnie nie wiedziałam co oznacza i pewnie szłabym gdzieś dalej gdyby nie wydrapane drzewko. Skręciłam w lewą stronę tak jak wskazywał znak i ujrzałam coś naprawdę dziwnego oraz odmiennego niż dotychczas. Okna w domach były powybijane, wszędzie leżały kawałki szkła. Wszystko wyglądało tak jakby przeszedł tam huragan. Wszędzie fruwały gazety, na ulicach leżały porozrzucane i podarte ubrania, pobite serwisy naczyń, porozrywane kanapy i inne domowe meble. Wydało mi się to dziwne, przyśpieszyłam krok. Nagle wdepłam w coś mokrego i ciecz rozbryzła się mi na nogi. Zwróciłam na nie wzrok i wydałam z siebie okrzyk strachu. Widok krwi przeraził mnie ale to co zobaczyłam gdy powoli obróciłam się do tyłu przerósł moje wszelkie oczekiwania. W odległości 4 metrów stała za mną czarna postać. Momentami widziałam jej zarysy sylwetki,a jej oczy były głębokie niczym studnia. Wyglądała jakby prosiła mnie o pomoc. Powolnie poruszała rękoma i delikatnie poruszając wargami wydawała z siebie głuche zdania. Byłam cała zdrętwiała ze strachu i w głębi błagałam Boga aby był to tylko sen. Niestety „ona” z sekundy na sekundę była bliżej mnie. Intuicyjnie zaczęłam się cofać. Z każdym moim kolejnym krokiem, zmieniała wyraz twarzy. Pochylała głowę raz do lewego ramienia a raz do prawego, robiąc przeróżne grymasy na twarzy. W pewnym momencie wysunęła głowę do przodu z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. Zmarszczyła czoło i zaczęła bezszelestnie krzyczeć wymachując rękoma w moją stronę. Miałam już tego dosyć. Zaczęłam biec. Biegłam tak szybko jak mogłam, a tajemnicza postać nadal była blisko mnie. Wkrótce była tak blisko, że czułam jej dotyk. Rozpłakałam się i wołałam pomoc. Nie miałam już sił biec. Czułam, jak moje nogi zwalniają i brakuje mi powietrza. Nagle wywróciłam się, a kiedy chciałam ponownie wstać poczułam coś co obejmowało moją kostkę. Pociągnęło mnie do góry. Myślałam, że to już koniec. Poczułam obcy oddech na mojej twarzy i męskie perfumy. Otworzyłam oczy i nie mogłam im uwierzyć. To był Mike.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz