poniedziałek, 23 marca 2015

"Madie Jolene Meiden " - Rozdział VII

Madie VII
        -Droga Lucille – zachichotałam – już dobrze, już wstaję! Pomogę w ogródku, rozpalę palenisko! O, tak pachnie, czy już przyniosłaś z ogródka wrzo...
Zawiesiłam głos i posmutniałam. Znowu sen o Lucille.. ta pocieszna staruszka zawsze tak pięknie pachniała wrzosami.. teraz czuć było typowy zapach kuchni. Codziennie budziła mnie pięknym śpiewem o polach, słońcu i drzewach, teraz każdego ranka w mojej sypialni panowała cisza.. i ten pulchny, krótki palec, niemal zupełnie pozbawiony paznokcia na skutek obgryzania, który ostrożnie i prawie nieodczuwalnie tykał moje ramię póki nie otworzyłam oczu. Tak, to napewno była służąca Aya. Otworzyłam oczy. Przy moim łóżku klęczała pulchna kobieta, około czterdziestoletnia chinka o wąskich ustach.
       W bardzo jasnej twarzy osadzone były ciemne, wystraszone oczy pozbawione rzęs. Brwi także nie miała, był to najpewniej efekt stresu pracy u Horalów. Włosów upiętych w malutki koczek także nie było za wiele. Strasznie wypadały, były wszędzie w moim pokoju, mimo, że starała się je systematycznie zbierać, przepraszając mnie przy tym bardzo. Nie miałam serca zwrócić przedtem jej na to uwagi. Ona pewnie myślała, że jestem jak moja ciotka, będę karcić ją za najmniejszą niedokładność. Pamiętam, jak pewngo dnia Aya pomyliła słoiczki na sól i cukier i wsypała przyprawy na odwrót. Christiana posoliła sobie herbatę, spróbowała łyżeczką gdyż była ona niemalże wrząca i wylała na kark biednej Ayi, która zbierała cukierki wysypane przez Sophię. Służąca podskoczyła, z krzykiem, który szybko stłumiła dłonią. Jej chlebodawczyni uniosła się gwałtowanie, wyrzucając krzesło niemalże w służącego Larsa. Zaczęła ją mocno kopać, kobieta próbowała odczołgać się jak najszybciej z salonu do skromnego pokoiku wszystkich służących. Christiana była bezlitosna. Gdy nieustannie kopana kobieta przeczołgała się do progu drzwi, Pani Domu chwyciła ją za włosy i przeciągnęła, płaczącą i próbującą się złapać czegokolwiek by sobie ulżyć, do schowka na wszystkie urządzenia do sprzątania. Ciotka biła ją długo śmiejąc się, a gdy wyszła wyrzuciła pukiel włosów swojej ofiary Ayi na lśniące szmaragdowe płytki. Młoda i przerażona pokojówka Pattie szybko zmiotła włosy swojej o wiele starszej przyjaciółki, żona Harolda Horala przeszła do jadalni i z twarzą nie wyrażającą żadnych emocji usiadła z powrotem do stołu. Wuj Harold jak i jego szóstka potomstwa siedzieli, jedząc ze wzrokiem wtopionym w talerze. Tylko Cassie ukradkiem ocierała łzy, ja nie potrafiłam płakać, nie odważyłabym się. Nie mogłam pojąć jak Cassie wychowana przez matkę psychopatkę i ojca pantoflarza była taka łagodna i uczuciowa. Było mi bardzo żal Ayi, wiedziałam, że nie dostanie jedzenia przez najbliższe dwa dni i będzie musiała pracować dwa razy więcej. Nie wiem jak, ale włożyłam do kieszeni dresów ( które były nieustannie krytykowane przez Christianę, ,,Jak kobieta może nosić spodnie, a nie suknię ?! ") dwie nóżki kurczaka, ziemniaka i trzy wafelki z kremem. Podczas tej kolacji wyszłam szybciej niż zwykle. Chciałam również wziąć biednej Ayi lepszą spinkę by mogła spiąć włosy tak, aby ukryć łysinę. Wychodząc z pokoju przystanęłam i zawachałam się. Czy ciotka nie uznałaby, że służąca ukradła spinkę i jeszcze bardziej jej nie skatowała? Skrzywiłam się zrezygnowana i odłożyłam ją na dębową toaletkę. Zeszłam po schodach i rozejrzałam się po przedpokoju. Uff, nikogo nie było. Uchyliłam drzwi pokoju służących, tam też jednak panowała pustka. Przeraziłam się. A jeśli ona dalej leżała w schowku ? Przeszłam kilka kroków, dotarłam do drzwiczek schowka i usłyszałam pośpieszny, krótki oddech. Otworzyłam ostrożnie drzwi i zapaliłam malutką świecę stojącą na belce. Ujrzałam zakrwawioną twarz. Kobieta wyszlochała:
  -  Nniech paniennka stąd od od odzejdzie- kaszlnęła- nniech ucicieka..
Zakryłam usta, kucnęłam i szybko ją przytuliłam. Kobieta zaszlochała i odsunęła się bojaźliwie.
  -  Mam dla Pani trochę jedzenia – wyciągnęłam kurczaka, ziemniaka i wafelki z kieszeni- na pewno się przyda..
- Och czy to podstęp? - przestraszyła się bardzo- Przepraszam bardzo najszanowniejszą panienkę- wyszeptała ze łzami w oczach i skuliła się- nich nie bije !
I mi napłynęły łzy do oczu.
   -  Niech pani tak nie mówi.. ja to tylko z dobroci robię.. przecież nie jestem taka jak oni! Niech pani to zapamięta !
Stróżki łez zaczęły wędrować po moich polikach. Nie miałam już siły patrzeć na jej cierpienia, jak ona się boi.. pośpiesznie wyszłam ze schowka i skierowałam się do schodów. Po tym zdarzeniu często się u mnie pojawiała, spoglądając dziękczynnie. Budziła mnie. Tak było i tego ranka.
      Usiadłam bokiem na łóżku, a Aya wyszła pośpiesznie z pokoju. Na stoliku czekała na mnie filiżanka z miętową herbatą, dwie kiełbaski i kanapka z pasztetem, ogórkami i rzeżuchą, a przy nim mała miseczka z wodą i mydłem. Na antycznym czerwonym krześle leżała świerzo wyprasowana piękna błękitna spódnica z czarnym cienkim paskiem wokół pasa, jedwabna biała koszula i obrzydliwy skórzany, cuchnący po poprzednich uczniach krawat. Zrozumiałam, że Christiana jeszcze nie doszła do siebie i mogła w każdej chwili wybuchnąć gdyby mnie zobaczyła i mogłam zjeść spokojnie w swoim pokoju. Dzięki Bogu! Uwielbiałam takie okazje gdy nie muszę siedzieć koło tych prosiaków - Margaret, Ester, Karity i Sophie i nie widzieć tego zbędnego przepychu przy stole. Chociaż był mały minus.. aż tęskniłam żeby zobaczyć mojego pięknego kuzyna !
Gdy zjadłam i przygotowałam się by wyjść i iść na "uczelnię" przystanęłam jeszcze na chwilę przy oknie. Spojrzałam na zegar- miałam jeszcze 10 minut do wyjścia. Zaczerwieniłam się, dotknęłam okna spoglądając na jasne, pogodne niebo i szepnęłam zamykając oczy;
-  Boże.. jak ja mogłam tak sądzić.. nie, nie i nie Madie ! Nie ! To jest nie normalne, tak mówić o swoim kuzynie.. A z resztą czy to jest coś złego? Przyglądać się ładnemu chłopakowi ? Przecież on nawet nie jest w moim typie.. no ale jaki jest ten mój typ ? Matko.. niczego nie jestem pewna. Siedzę w Oblendeai oddzielonym od świata, w którym się wychowywałam, nawet nie wiem jak je opuścić.. A jak jestem nie normalna, psychiczna, ciało żyje w innym świecie, a świadomość w innym ? Ciało na Ziemi, a świadomość w Oblendeai?- po plecach przeszedł mi dreszcz- Może tak byłoby lepiej? - powoli przeszłam wzdłuż parapetu śledząc opuszkiem palca szczelinę- A ten Mike? Właściwie kim on jest? Może też jest nienormalny? Nie, nie.. to całkiem w porządku, zamulony i nieco uparty gość. Wczoraj kiedy pomógł mi wyjąć szpilkę spojrzałam na jego oczy, widziałam to bardzo dobrze. Były jak te w śpiewie Lucille, śpiewała to czasem gdy na mnie patrzała- " (...) piękne i głębokie niczym moje sekretne morze. Jak pierwsza miłość ukochana i niczym listy Harveya utęsknione". Nie wiem jakie ukryte znaczenie ma ten "wiersz" (?) i co ma znaczyć, ale coś w środku podpowiada mi, że jest w tym momencie właściwy...
   Zegar ciężko wybił godzinę 8:00. Ocknęłam się z zamyślenia. Porwałam pióro i wielki zeszyt z białej komody po czym zmierzyłam ku drzwiom.

poniedziałek, 2 marca 2015

Czytelniku !

No nie dodają rozdziałów, na pewno już im się znudziło, nie będzie więcej... NIC Z TYCH RZECZY !!! Już wkrótce dodam kolejny rozdział "Madie Jolene Meiden" , spokojnie ! :) Niestety grypa i masa nauki uniemożliwiły mi pisanie.. ale ten czas już się kończy !
 O pojawieniu się nowego rozdziału dowiesz się m.in. na naszym Fanpagu !
Pozdrawiam, tymczasem zapraszam do czytania już obecnych na blogu rozdziałów :)