piątek, 28 listopada 2014

Madie Jolene Meiden. Rozdział I

Rozdział I
Połowa Grudnia. Rok 1990, Madie
    Padał śnieg, był okropny mróz, a w tle pobrzękiwały dzwoneczki przy drzwiach domów.
    Typowe klimaty Oblendeai. Jak nie padał śnieg to był upał. Masakra, to tak jakby dwie pory roku! Jak tylko skończę osiemnaście lat wyjadę stąd. Nowy Jork, Londyn... to jest coś. Ludzie chodzą do kin, centrum handlowych.. a ja? A ja w Oblendeai mogę tylko pójść do kawiarni dla staruszków czy kiepskiego teatru pana Brandon.
     Do tego wracałam sama do domu ubrana tak skąpo, że jakby mnie ktoś zobaczył spaliłabym się ze wstydu.. I jeszcze do tego byłam wściekła. Tak wściekła, że radziłabym temu komuś uciekać bo rozszarpałabym go ze złości na strzępy. A to wszystko przez imprezę u Kariny i jej niezbyt rozwiniętą umiejętność jakby to powiedzieć.. unikania kłopotów. Dlaczego zawsze jak organizowała jakąś imprezę kończyło się to aferą? Reszta z tym.
   Była to impreza urodzinowa. W jej domu, a dokładniej domu jej rodziców, których nie było w domu. Pełno alkoholu, dobrego jedzenia, fajnych ludzi i marihuany. Ogród z wielkim basenem, a do tego ganek z parkietem i muzyką rodem z „Projektu X”. Idealne okoliczności do imprezy? Pewnie by takie były gdyby Karina nie pomyliła planów swoich rodziców i mieli by wrócić faktycznie o 2 ale w południe następnego dnia, a nie o 2 w nocy jak to się stało. Impreza ucichła, wszyscy się zlecieli na toast i w momencie unoszenia kieliszków, kiedy w końcu nastała cisza, wszyscy usłyszeli śpiew policyjnych syren. Nawet rozśmieszył mnie przestraszony wzrok niektórych osób, ale nie było mi już tak wesoło jak razem z tłumem przepchnięto mnie w ciemną część ogrodu. Po chwili jednak ogarnęłam sytuację i zrozumiałam, że trzeba uciekać przed policją, która zaczęłą podążać za nami. Ludzie rozbiegli się więc zostałam sama jak palec. Niedługo rozważając wbiegłam do powojennego tunelu. Biegłam i biegłam potykając się co rusz o odłamki betonu rozwaliłam sobie kolano, łokcie i porwałam moją pudrowo-różową, ulubioną sukienkę. Traciłam właśnie nadzieje, że policjant biegnący za mną skręci w inne odgałęzienie tunelu wybiegłam cudownym sposobem z tunelu do parku. 15 minut w jakie pokonywałam drogę z parku na ulice Oblendeai teraz wydawały mi się godziną. Kiedy wybiegłam na pierwszą ulicę spojrzałam za siebie. Policjanta nie było, a ja osunęłam się na ziemię. Uspakajałam oddech na przemian z dzikim śmiechem, bo ta cała ucieczka i impreza wydały mi się idiotyczne. Następnie wydałam z siebie ryk gniewu. Z pewnością widząc mnie wtedy uznałbyś, że jestem psychiczna. Taka już jestem. Taka już jest Madie Jolene Meiden. Zatrzęsłam się. Przetarłam dłońmi jedwabistą skórę mojej twarzy i wstałam z ośnieżonego chodnika.

    To właśnie wzbudziło we mnie tak wielką wściekłość. Ani na chwilę nie zatrzymałam się w drodze do domu. Zastanawiałam się tylko czy Christiana jest w domu. Tak bardzo jej nie nawidzę.

1 komentarz: