Madie VII
-Droga Lucille –
zachichotałam – już dobrze, już wstaję! Pomogę w ogródku,
rozpalę palenisko! O, tak pachnie, czy już przyniosłaś z ogródka
wrzo...
Zawiesiłam głos i
posmutniałam. Znowu sen o Lucille.. ta pocieszna staruszka zawsze
tak pięknie pachniała wrzosami.. teraz czuć było typowy zapach
kuchni. Codziennie budziła mnie pięknym śpiewem o polach, słońcu
i drzewach, teraz każdego ranka w mojej sypialni panowała cisza.. i
ten pulchny, krótki palec, niemal zupełnie pozbawiony paznokcia na
skutek obgryzania, który ostrożnie i prawie nieodczuwalnie tykał
moje ramię póki nie otworzyłam oczu. Tak, to napewno była służąca
Aya. Otworzyłam oczy. Przy moim łóżku klęczała pulchna kobieta,
około czterdziestoletnia chinka o wąskich ustach.
W bardzo jasnej twarzy
osadzone były ciemne, wystraszone oczy pozbawione rzęs. Brwi także
nie miała, był to najpewniej efekt stresu pracy u Horalów. Włosów
upiętych w malutki koczek także nie było za wiele. Strasznie
wypadały, były wszędzie w moim pokoju, mimo, że starała się je
systematycznie zbierać, przepraszając mnie przy tym bardzo. Nie
miałam serca zwrócić przedtem jej na to uwagi. Ona pewnie myślała,
że jestem jak moja ciotka, będę karcić ją za najmniejszą
niedokładność. Pamiętam, jak pewngo dnia Aya pomyliła słoiczki
na sól i cukier i wsypała przyprawy na odwrót. Christiana posoliła
sobie herbatę, spróbowała łyżeczką gdyż była ona niemalże
wrząca i wylała na kark biednej Ayi, która zbierała cukierki
wysypane przez Sophię. Służąca podskoczyła, z krzykiem, który
szybko stłumiła dłonią. Jej chlebodawczyni uniosła się
gwałtowanie, wyrzucając krzesło niemalże w służącego Larsa.
Zaczęła ją mocno kopać, kobieta próbowała odczołgać się jak
najszybciej z salonu do skromnego pokoiku wszystkich służących.
Christiana była bezlitosna. Gdy nieustannie kopana kobieta
przeczołgała się do progu drzwi, Pani Domu chwyciła ją za włosy
i przeciągnęła, płaczącą i próbującą się złapać
czegokolwiek by sobie ulżyć, do schowka na wszystkie urządzenia do
sprzątania. Ciotka biła ją długo śmiejąc się, a gdy wyszła
wyrzuciła pukiel włosów swojej ofiary Ayi na lśniące szmaragdowe
płytki. Młoda i przerażona pokojówka Pattie szybko zmiotła włosy
swojej o wiele starszej przyjaciółki, żona Harolda Horala przeszła
do jadalni i z twarzą nie wyrażającą żadnych emocji usiadła z powrotem do stołu. Wuj Harold jak i jego szóstka potomstwa
siedzieli, jedząc ze wzrokiem wtopionym w talerze. Tylko Cassie
ukradkiem ocierała łzy, ja nie potrafiłam płakać, nie
odważyłabym się. Nie mogłam pojąć jak Cassie wychowana przez
matkę psychopatkę i ojca pantoflarza była taka łagodna i
uczuciowa. Było mi bardzo żal Ayi, wiedziałam, że nie dostanie
jedzenia przez najbliższe dwa dni i będzie musiała pracować dwa
razy więcej. Nie wiem jak, ale włożyłam do kieszeni dresów (
które były nieustannie krytykowane przez Christianę, ,,Jak kobieta
może nosić spodnie, a nie suknię ?! ") dwie nóżki kurczaka,
ziemniaka i trzy wafelki z kremem. Podczas tej kolacji wyszłam
szybciej niż zwykle. Chciałam również wziąć biednej Ayi lepszą
spinkę by mogła spiąć włosy tak, aby ukryć łysinę. Wychodząc
z pokoju przystanęłam i zawachałam się. Czy ciotka nie uznałaby,
że służąca ukradła spinkę i jeszcze bardziej jej nie skatowała?
Skrzywiłam się zrezygnowana i odłożyłam ją na dębową toaletkę.
Zeszłam po schodach i rozejrzałam się po przedpokoju. Uff, nikogo
nie było. Uchyliłam drzwi pokoju służących, tam też jednak
panowała pustka. Przeraziłam się. A jeśli ona dalej leżała w
schowku ? Przeszłam kilka kroków, dotarłam do drzwiczek schowka i
usłyszałam pośpieszny, krótki oddech. Otworzyłam ostrożnie
drzwi i zapaliłam malutką świecę stojącą na belce. Ujrzałam
zakrwawioną twarz. Kobieta wyszlochała:
- Nniech paniennka stąd od
od odzejdzie- kaszlnęła- nniech ucicieka..
Zakryłam usta, kucnęłam
i szybko ją przytuliłam. Kobieta zaszlochała i odsunęła się
bojaźliwie.
- Mam dla Pani trochę
jedzenia – wyciągnęłam kurczaka, ziemniaka i wafelki z
kieszeni- na pewno się przyda..
- Och czy to podstęp?
- przestraszyła się bardzo- Przepraszam bardzo najszanowniejszą
panienkę- wyszeptała ze łzami w oczach i skuliła się- nich
nie bije !
I mi napłynęły łzy do
oczu.
- Niech pani tak nie
mówi.. ja to tylko z dobroci robię.. przecież nie jestem taka jak
oni! Niech pani to zapamięta !
Stróżki łez zaczęły
wędrować po moich polikach. Nie miałam już siły patrzeć na jej
cierpienia, jak ona się boi.. pośpiesznie wyszłam ze schowka i
skierowałam się do schodów. Po tym zdarzeniu często się u mnie
pojawiała, spoglądając dziękczynnie. Budziła mnie. Tak było i
tego ranka.
Usiadłam bokiem na
łóżku, a Aya wyszła pośpiesznie z pokoju. Na stoliku czekała na
mnie filiżanka z miętową herbatą, dwie kiełbaski i kanapka z
pasztetem, ogórkami i rzeżuchą, a przy nim mała miseczka z wodą
i mydłem. Na antycznym czerwonym krześle leżała świerzo
wyprasowana piękna błękitna spódnica z czarnym cienkim paskiem
wokół pasa, jedwabna biała koszula i obrzydliwy skórzany,
cuchnący po poprzednich uczniach krawat. Zrozumiałam, że Christiana
jeszcze nie doszła do siebie i mogła w każdej chwili wybuchnąć
gdyby mnie zobaczyła i mogłam zjeść spokojnie w swoim pokoju.
Dzięki Bogu! Uwielbiałam takie okazje gdy nie muszę siedzieć koło
tych prosiaków - Margaret, Ester, Karity i Sophie i nie widzieć
tego zbędnego przepychu przy stole. Chociaż był mały minus.. aż
tęskniłam żeby zobaczyć mojego pięknego kuzyna !
Gdy zjadłam i
przygotowałam się by wyjść i iść na "uczelnię"
przystanęłam jeszcze na chwilę przy oknie. Spojrzałam na zegar-
miałam jeszcze 10 minut do wyjścia. Zaczerwieniłam się, dotknęłam
okna spoglądając na jasne, pogodne niebo i szepnęłam zamykając
oczy;
- Boże.. jak ja
mogłam tak sądzić.. nie, nie i nie Madie ! Nie ! To jest nie
normalne, tak mówić o swoim kuzynie.. A z resztą czy to jest coś
złego? Przyglądać się ładnemu chłopakowi ? Przecież on
nawet nie jest w moim typie.. no ale jaki jest ten mój typ ?
Matko.. niczego nie jestem pewna. Siedzę w Oblendeai oddzielonym
od świata, w którym się wychowywałam, nawet nie wiem jak je
opuścić.. A jak jestem nie normalna, psychiczna, ciało żyje w
innym świecie, a świadomość w innym ? Ciało na Ziemi, a
świadomość w Oblendeai?- po plecach przeszedł mi dreszcz- Może
tak byłoby lepiej? - powoli przeszłam wzdłuż parapetu śledząc
opuszkiem palca szczelinę- A ten Mike? Właściwie kim on jest?
Może też jest nienormalny? Nie, nie.. to całkiem w porządku,
zamulony i nieco uparty gość. Wczoraj kiedy pomógł mi wyjąć
szpilkę spojrzałam na jego oczy, widziałam to bardzo dobrze.
Były jak te w śpiewie Lucille, śpiewała to czasem gdy na mnie
patrzała- " (...) piękne i głębokie niczym moje sekretne
morze. Jak pierwsza miłość ukochana i niczym listy Harveya utęsknione". Nie wiem jakie ukryte znaczenie ma ten "wiersz"
(?) i co ma znaczyć, ale coś w środku podpowiada mi, że jest w
tym momencie właściwy...
Zegar ciężko wybił
godzinę 8:00. Ocknęłam się z zamyślenia. Porwałam pióro i
wielki zeszyt z białej komody po czym zmierzyłam ku drzwiom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz