Madie VI
Madie
Moja droga Sharlotte..
ta tragedia.. ten dzień zostanie mi w pamięci na zawsze. Pierwszy
raz w życiu nasza mama zaufała mi i powierzyła mi opiekę nad
tobą. Starałam się by uśmiech ani na chwilę nie uciekł z twojej
twarzy, byś nie odczuła nie obecności mamy. Wszystko szło tak jak
miało być.. przynajmniej do tamtej chwili. Bawiłam się z tobą,
dałam ci kolację, wykąpałam cię, a w końcu zaczęłam ci
śpiewać myjąc naczynia. Kręciłaś się, skakałaś, śpiewałaś
swoim pięknym głosikiem razem ze mną. Zerkałam co chwila na
ciebie zza ramienia, byłaś taka grzeczna, byłaś w tym miejscu co
ci kazałam. Nie chciałam byś odchodziła gdzieś dalej ode mnie,
nie tylko dlatego, że mama i Patrick bronili mi cię spuszczać z
oczu ale i ja chciałam żebyś była bezpieczna. Niestety coś
zrobiłam źle.. nie zauważyłam, nie dosłyszałam.. nie wiem. Gdy
myłam garnki nasze śpiewy ucichły. Strumień wody bijący o
naczynia zagłuszył odgłos tupania twoich stópek, a ja nie
spostrzgłam, że gdzieś sobie poszłaś. Gdy skończyłam myć
zorientowałam się, że coś jest nie tak i instynktownie obróciłam
głowę. Ciebie nie było a to oznaczało tylko jedno – jesteś na
schodach.. Rzuciłam talerz o kafle w kuchni rozbijając go tym na
miliony kawałków i rzuciłam się w pogoń za tobą. To nie było
bezpieczne miejsce na zabawę. Schody były długie, kręte stare i
drewniane, pośrodku miały otwór ciągnący się na długość
kilku pięter. Od czasu gdy prawie złamałaś na nich nogę twój
psychiczny ojciec Patrick zakazał ci na nie wchodzić ani z nich
schodzić, uważałam to wtedy za obłęd.. gdybym tylko wiedziała
co się stanie.. gdybym tylko wiedziała.. Biegłam nasłuchując
twoich chichotów i niestety nie pomyliłam się – byłaś na
schodach. Zdążyłam tylko dobiec gdy ty zjeżdżałaś po
balustradzie i przechyliłaś się do tyłu i zleciałaś do tyłu..
podbiegłam do barierki schodów i widziałam już cię tylko
wystawiającą w moją stronę błagalnie rączki, przekręciłaś
się główką do dołu .. ta minuta, w której twój przepiękny
dziecięcy śmiech zamienił się w krzyk rozpaczy.. nie zdążyłaś
nawet uronić łzy gdy zlatywałaś.. gdy zbiegłam po schodach do
twojego rozbitego o posadzkę ciałka na posadzce po twoim
zakrwawionym policzku spływała kropla krwi.. wybacz mi Sharlotte,
moja siostrzyczko, wybacz ! To wszystko działo się tak szybko...
Schowałam delikatnie
zdjęcie do szkatułki, zamknęłam wieko. Wspomnienia bardzo bolały,
nie było dnia, w którym nie myślałabym o nich. Najgorsze były
wieczory. Siedząc w pokoju wpatrywałam się w gwiazdy przez okno
tak jak to zawsze robiłam z Lucille. Ona zawsze mówiła, że jak
się za kimś tęskni i się nie może jakieś osobie powiedzieć
czegoś co wywodzi się z naszego serca można usiąść na kamieniu,
popatrzeć w gwiazdy i myśląc o tej osobie powiedzieć do gwiazd.
Gwiazd już niestety nie było ani nie byłam na żadnym polu z
kamieniami, ale i tak usiadłam na poduchach na parapecie, by jak
zawsze powiedzieć jej i mamie dobranoc. Moje poliki nieustanie
pozostawały mokre od moich łez, a dłonie trzęsły się bez
opamiętania. Zamknęłam swoje oczy, położyłam dłonie na sercu i
powoli szeptałam łamiącym się głosem:
-Kochana mamo, wiem, że
nie ma szans żeby to do ciebie dotarło, ale kocham cię i rozumiem
dlaczego tak zrobiłaś, że miałaś jakiś powód i wierzę, że
tak naprawdę chociaż trochę kochałaś mnie.. swoje niezwykłe
dziecko..
Co takiego zrobiła
moja mama? Sama pewnie bym nie wiedziała, gdyby nie mój kuzyn
Charlie i jego rozmowa z moją ciotką, a jego matką Christianą.
Był to chyba piąty
dzień od mojego pojawienia się w tej krainie. Nie wiedziałam wtedy
jeszcze do końca jaka jest moja ciocia, a jest okropna , no ale nie
o tym mowa. Był poranek, w ciszy jedliśmy śniadanie. W życiu nie
widziałam większej ilości potraw na jednym stole. Sałatki,
kurczaki, puddingi, kisiele, różnego rodzaju chleby, jajka
przyrządzone w każdy możliwy sposób, wędliny, sery, sery
pleśniowe, kiełbasy, serdelki, parówki, dżemy malinowe,
gruszkowe, śliwkowe, agrestowe, truskawkowe, melonowe, winogronowe,
dyniowe, bekon na 20 sposobów, ryby, herbaty, kompoty, kawa...
wspominałam już o puddingach ? Reszta z tym. Jestem jedną z nich a
patrzyłam na nich jak na odmieńców. Wszyscy mieli po trochu ze
wszystkiego na talerzach i objadali się tym jakby nie jedli z pięć
miesięcy!
Czułam się okropnie
siedząc obok Margaret.. gdybyście ją zobaczyli to w życiu nie
powiedzieli byście, że je jak świnia! Miała kruczoczarne włosy
do pasa, bladą, nieskazitelną cerę, różane wykwitne usta, długie
rzęsy, szczupłą budowę ciała i bardzo podobała się chłopakom.
Inne dzieci Christiany i Harolda Horalów nie odstawały urodą od
Margaret. Ester, Karita i Sophie wyglądały niemalże identycznie i
pozwolę sobie dodać, że były takimi samymi bezmózgami, no bo jak
to się potem okazało, były czworaczkami i miały 15 lat. Siedziały
koło siebie wzdłuż szklanego stołu z drewnianymi nogami, a na
przeciwko siedział ich jedyny brat Charlie, który według mnie i
chyba według wszystkich dziewczyn w Oblendei był zabójczo
przystojny. Miał szczupłą, bladą twarz w kształcie serca i taki
sam nos jak ja. Włosy na pograniczu krótkich ze średnimi, ułożone
zawsze starannie z przedziałkiem na boku, ich niezwykła ciemna
barwa szczególnie kłóciła się z bardzo bladą twarzą i
najjaśniejszymi oczami jakie tu widziałam. Miał widocznie
zarysowane ramiona, które były bardzo szerokie, wręcz
nieproporcjonalne, co nadawało mu dodatkowo uroku. Zachwycił mnie
jego elegancki język i to, że prawie nic nie mówi... Madie, gdzie
twój mózg ? Obok Charliego siedziała z pewnością
najsympatyczniejsza i najładniejsza kobieta w tej rodzinie czyli
Cassie. Miała łagodny wyraz twarzy i według ciotki Amber
wyglądałyśmy bardzo podobnie. Jako jedyna (nie licząc Charliego)
zwracając się prosto do mnie mówiła mi dzień dobry, dobry
wieczór, smacznego, dziękuję oraz miłych snów czy powodzenia...
Cassie jest cudowną osobą i nigdy jej nie zapomnę, ale o niej
później. Przejdźmy do jej matki.. ciotka Christiana, ciężko mi
to przyznać, też była piękna. Miała śnieżnobiałe zęby,
zawsze czerwone, jak krew tych normalnych ludzi, usta. Długie jak
Margaret i jej siostry rzęsy pomalowane tuszem i zawsze idealnie
wyregulowane brwi poprawione czarną kredką. Moja ciocia była
idealnym przykładem na to, że pod piękną szatą niekoniecznie
znajdziemy piękne wnętrze.
Połowę czasu, przez
który odbywał się obiad jadłam a następną połowę
zastanawiałam się jakim sposobem czworaczki żrąc tyle były nadal
piękne i szczuplutkie ? Podczas gdy ja wkładałam łyżkę z
płatkami kukurydzianymi do ust one zjadały kiełbasę, gryzły
kanapkę z majonezem i dżemem oraz popijały miętową herbatą.
Chciało mi się wymiotować więc odstawiłam miskę z płatkami na
bok. Pięć minut po tym wszycy już zjedli służba domowa zaczęła
zbierać pozostałości po obiedzie, wuj Harold ubierał się do
wyjścia, Cassie próbowała skupić się na powtarzaniu notatek na
egzamin podczas gdy czworaczki przepychały się przed lustrem z
zamiarem „poprawienia” makijażu, a Charlie cicho dyskutował z
matką spoglądając na mnie ubierającą buty. Wuj Harold założył
beret i z pomocą sługi otworzył drzwi wejściowe, które były na
szczęście na tyle szerokie by Margaret, Ester, Karita i Sophie
przeszły bez przepychania. Cassie sięgnęła po torbę, nie
przerywając czytania zarzucając na siebie bordowy płaszcz ubierała
skórzane kozaki do połowy łydki i kierowała się do wyjścia, a
Charlie namawiał na coś matkę, która najwidoczniej zmęczona
naleganiem Charliego mu uległa. Wszyscy oprócz mnie i Charlie'go
wyszli, a Christiana kiwnęła głową słudze by ten zamknął
drzwi. Podekscytowany Charlie szybkim krokiem przeszedł przez
korytarz do jadalni, a ja ukryłam się we wnęce pomiędzy wielkim
skórzanym fotelem a ścianą, skąd miałam świetny widok na nich.
Pani domu wyprosiła służące, które sprzątały po posiłku i już
bałam się, że jedna ze służących-Carrie domknie drzwi od
pomieszczenia gdy ta zachwiała się i zbiła z pięć porcelanowych
filiżanek. Ku mojemu zdziwieniu Christiana nie przybiegła i nie
skopała jej grożąc utratą posady i potrąceniem z wypłaty, a
podbiegła do drzwi i zamknęła je z hukiem.. miałam szczęście,
że te drzwi nie były odnawiane przez Pana Laries, w innym razie
drzwi były by szczelne i nie słyszałabym tego co mówią. Znalazła
się również szpara w drzwiach poprzez którą widziałam całą
sytuację odbywającą się za drzwiami jadalnej sali.
Christiana
siedziała na krześle przy stole podpierając czoło ręką, a
Charlie chodził nerwowo w tą i z powrotem po sali. Siłował się z
supłem u swojej długiej czerwonokrwistej szaty, gdy jego matka
wstała i złapała go za ramię:- Charlie.. nie wiem czy to jest najlepszy pomysł żebyś wiedział takie rzeczy.. to jedna z naszych rodzinnych tajemnic.. to nie może się wydostać poza ród.. Ród Złotej Krwi.. ja nie mogę... !
- Matko, zachowaj spokój!- powiedział łapiąc Christianę za ramiona- mam szesnaście złotych lat z osiemdziesięcioma dniami.. za rok i pięćdziesiąt dni osiągnę pełnię krwi..
Puścił jej ramiona
- Nikomu nic nie
wyjawię.. matko czy ty mi nie wierzysz? Nie ufasz?- rzekł ze
smutkiem w głosie- jestem jedyny.. jedynym następcą.. to mogę
być ja! Następca Pealis'a! Założyciela rodu, posiadacza
niezwykłego genu.. jestem inny niż wszyscy.. jedyny z rodzeństwa
jestem mężczyzną ! Matko moja !
Christiana odwróciła
twarz by ukryć przerażenie, by ukryć to, że wiedziała jaka jest
prawda. Usiadła na krześle przy stole i powróciła do początkowej
pozy. Charlie usiadł koło niej i wyszeptał:
- To ja ją znalazłem.
To ja byłem w lesie gdy ona leżała w wielkim dębie. To ja
rozpoznałem znaki na jej bransoletce. To ja ją przyniosłem!
Jeżeli ja ją znalazłem chcę wiedzieć jak się tam znalazła...
Myślisz matulu, że nie wiem o Lorraine, twojej siostrze?
Blada twarz Christiany
pobladła jeszcze bardziej.- Był ktoś taki..a kogoś takiego nie ma z nami w Oblendeai. Mamo! - złapał rozpaczliwie i stanowczo mamę sa nadgarstek- ja wiążę fakty ! Powiedz mi jak Madie się tam znalazła !
Zrobiło mi się słabo... jaka Lorraine? Dlaczego o mnie mówili? Christiana spojrzała na Charliego i przełknęła ślinę.
- Dobrze..
Charlie poprawił się na krześle z zaciekawieniem i ulgą.
- Lorraine to moja.. sio..siotra. To było wiele lat temu, wtedy kiedy ty się urodziłeś i.. Madie. Lorraine jest jej matką, a może była.. nie wiem. Była strasznie towarzyska, miała wielu przyjaciół, uznanie wśród Naszych – zacisnęła mocniej pięść – miała wszystko. Zaszła w ciążę z kimś, tylko ja go znałam.. - zacisnęła jeszcz mocniej pięści i zaczęła szybko i szaleńczo mówić- wszyscy myśleli, że Jolene urodziła się z blond włosami i takimi oczami bo jej ojciec miał blond włosy, a tak naprawdę jest taka bo..
Christina zacięła się, jej oczy otworzyły się nienaturalnie, a Charlie gorączkowo zapytał:
- Dlaczego jest taka ? Matko no dlaczego? Proszę zwierz się !
Kobieta wstała od stołu. Chwyciła to co miała pod ręką, czyli nóż kuchenny, który rzucony utkwił w portrecie rodzinnym. Zerwała ze stołu obrus zrzucając tym samym talerze i szklanki, które robiły się o podłogę. Padła na podłogę kolanami i dłońmi, z jej rąk zaczęła lać się złota krew. Ze łzami w oczach zaczęła szeptać jak szaleniec, którym była:
- Uciekła z nią głupia, do lasu.. widziałam że do lasu.. miałam nadzieję, że rozszarpie je zwierzyna ! Miałam! Nie wiem dlaczego – zawiesiła głos i zaczęła krzyczeć - Jolene przeżyła, gdzie była.. Nie wiem ! Idź już ! Zostaw mnie!
Charlie patrzał na nią zszokowany i odsunięty przez służbę wybiegł z jadalni, a następnie z domu.
Przez następne pięć minut wpatrywałam się jak służące z wujkiem trzymają ją by się uspokoiła, jednak postanowiłam pójść w ślady Charliego i wybiec jak najszybciej z tego dziwnego domu.
Otworzyłam oczy, za oknem było już jaśniej. Spojrzałam na zegar. Została mi godzina do pobudki. Przekręciłam się plecami do okna i oparłam się o nie zamykając oczy i uśmiechnęłam się. Nie wiem czemu. Czułam jakby we mnie jeszcze coś żyło. Nieotwierając oczu rozebrałam się do bielizny. W tym samym stanie dotarłam do łóżka. Rzuciłam się na nie jak nieżywa. Nie długo po tym zasnęłam. Chyba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz